Lato, słońce, wysoka temperatura. To nie jest wcale opis wakacji, ale… Bożego Narodzenia w Australii, które obchodzone jest tam w lecie… jednak mieszkańcy tego kraju są do tego bardzo dobrze przyzwyczajeni.
Podobnie jak podczas Świąt we Francji czy w USA, Australijczycy nie jedzą kolacji wigilijnej lecz dopiero świąteczny obiad. Pod tym względem tradycja obchodzenia świąt w Australii różni się od polskiej. Podobnie jest także ze Świętym Mikołajem, bo australijskie dzieci dostają od niego prezenty właśnie w Święta, a nie 6 grudnia.
Co ciekawe, jednak biorąc pod uwagę upał i warunki przyrodnicze właściwie nie takie dziwne, Australijczycy nie mają choinki. Zamiast niej funkcje dekoracji świątecznej pełni tzw. krzaczek australijski. Zresztą całe świętowanie wygląda tam zupełnie inaczej niż u nas. Bardzo często odbywa się po prostu na plaży. Pośród potraw świątecznych nie ma co szukać pierogów i kapusty z grzybami. Chętniej jedzone są owoce morze, sałatki i potrawy z grilla.
Chyba jedynym rzeczywiście podobnym elementem do Świąt w Niemczech, Szwecji czy Polsce jest wspólne śpiewanie kolęd. Ludzie wychodzą z domów, zbierają się wspólnie w jakimś jednym miejscu na powietrzu i przy blasku świec śpiewają kolędy. To bardzo piękny i wzruszający obyczaj.
Dla Polaków spędzanie świąt w taki sposób brzmi na pewno bardzo egzotycznie. Jesteśmy przyzwyczajeni do zupełnie innych warunków pogodowych, atmosferycznych i do innych tradycji bożonarodzeniowych. Jednak bardzo ciekawie jest posłuchać o zupełnie innym sposobie spędzania Świąt Bożego Narodzenia. Australia jest bardzo daleko i nawet mając tam bliskich nie można się z nimi zbyt często widywać, ale spędzenie tam Świąt, podczas których w Polsce jest śnieg i mróz, byłoby na pewno niesamowitym doświadczeniem.